piątek, 5 sierpnia 2011

Vanilla Sky.

~~~~

Kolejny wakacyjny projekt ,który powstał na zamówienie.Tym razem znowu szydełkowy.

Włóczka bardzo przyjemna , bo to Ibiza.

Miękka ,lejąca ,milusia ,dobrze się nosi.

Zużyłam jej 350g ,szydełka zmieniałam ,używałam 1,5mm,2mm,2,5mm w zależności które mi pasowało i co trzeba było dopasować ;0)

Najpierw powstała bluzka:





Potem spódniczka:



















A tak prezentuje się całość:



Przesyłka dotarła w miejsce przeznaczenia , właścicielka zadowolona więc ja tym bardziej ;0)))
Niech się dobrze nosi.

~~~~

I to ostatni projekt do pokazania przed moim wyjazdem ,druty zabieram więc może jak wrócę będzie co znowu pokazać ;0))

~~~~

czwartek, 4 sierpnia 2011

Little Joe Woman.

~~~~

Ta sukienka kosztowała mnie sporo pracy i nerwów.Miała być prosta i miało być prosto ;0)))

Powstała  na zamówienie.Musiałam odwzorować ją ze zdjęcia ,bo znalezione schematy w sieci nijak się miały do tego co było widać na zdjęciu.




Ponieważ elementy nie miały równej ilości pentelek ze wszystkich boków i wzór się przesuwał ,więc cyrk zaczął się przy rękawach i dekolcie.

Trzy dni siedziałam, wypruwałam i doczepiałam na nowo elementy.Był moment ,że prawie 1/2 sukienki popadła w destrukcję.W końcu udało się wszystko złożyć do kupy.

No  i jeszcze na domiar złego kiedy terminy goniły posypało mi się trochę zdrowie ...ja nie wiem czy to te sporadyczne upały czy co ,ale czułam się fatalnie, ciśnienie skoczyło mi do 150/90 i stało się normą..więc pogalopowałam do doktora ,pobadał ,zlecił badania ,przepisał tabletki na nadciśnienie,jeszcze przy okazji ( jakby tego było mało) flaczki mnie bolały ,więc mam skierowanie na USG -oczekuję terminu ,ale za to przestało boleć ;0)
Tabletek nie wzięłam(niech straszą na półce) ,bo ze zmianą pogody i ciśnienie spadło.Ochłodziło się i znowu mam normę odpowiednią.

Dalej mierzę ,zapisuję i za miesiąc idę z książeczką pokazać co tam wyszło.
Pan doktor twierdzi ,że to tarczyca też powoduje te szaleństwa...fakt TSH mam dość wysokie... nooo ale dość narzekania ...

Już pokazuję co wydziergałam :




Włóczka: 400g "Filo di Skozia 100g/410m

szydełka: 1,5mm,2mm,2,5mm

Inspiracja: zdjęcie z sieci.





~~~~

środa, 3 sierpnia 2011

Candy Girl.

~~~~

Ja ciągle na walizkach śmieje się ,że jeżdżę i lata szukam.

Znowu przelotem jestem w domu ,piorę ,pakuję walizki i ruszamy w bieszczadzkie dzicze...hmmm no powiedzmy ,że w dzicze he ,he ,z walizką to raczej w kurorty.

Jedziemy jak zwykle w to samo ciche ,spokojne miejsce nad zalewem solińskim.

Mam nadzieję ,że pogoda nas nie zawiedzie.

Zawsze jak tam jesteśmy mamy upały po 30 stopni - zobaczymy jak będzie w tym roku ;0)

Zawsze zabieram ze sobą robótki ...no bez tego się nie pakuję i już.

Dzisiaj  pokażę owoc wakacyjny powstały w drodze,pachnący morzem i lasem i podobający się właścicielce.

Przedstawiam Wam słodką dziewczynkę ;0)








A tu rasowa modelka w babciowych szpilkach ;0))) ..ech te dziewczynki ;0)))


Na tunikę wykorzystałam:

resztki włóczek :"Kotek","Ibiza","Alize pufy"

druty: 3KP.

Wzór: inspirowałam się Oriental Lily 

Rozmiar: 146cm (8 lat,moja córka jest dość wysoka jak na ten wiek)

Miała być sukienka ,ale materii nie starczyło ;0)


Na załączonych obrazkach widać ,że właścicielce przypadła do gustu ...może następnym razem powstanie sukienka , taka z długim rękawem.

~~~~

środa, 20 lipca 2011

Smutno mi.

~~~~


Zdruzgotała mnie wiadomość o Małgosi.

To niesprawiedliwe ..miała jeszcze tyle planów ,była naszą inspiracją ,natchnieniem i dzielnym człowiekiem...smutno mi...

Niech Anioły będą z Tobą.


~~~~

środa, 6 lipca 2011

Wycieczka do Gdyni.

~~~~

Pogoda u nas w week end była paskudna ,deszczowo ,ponuro i zgniło.
W niedzielę rano postanowiliśmy porzucić nasze miasto i udaliśmy się na północ.Po drodze lało ,ale jak dojechaliśmy do Gdyni okazało się ,że jest całkiem znośnie.



Wiatr był całkiem nie duży w porównaniu z tym co pamiętam z lat dziecięco -młodzieńczych, bo tu spędzałam większość wakacji u moich kochanych dziadków,których już nie ma.To taka trochę podróż sentymentalna ,bo chyba ostatnio tam byłam na pogrzebie babci.





Przejeżdżaliśmy koło domu moich dziadków,no nie da się inaczej skoro mieszkali na Morskiej ,teraz trochę ,żałuję ,że tam sprzedaliśmy to mieszkanie ,ale cóż taki life ,takie okoliczności,wybrałam Toruń.

Jak dla mnie prawie nic się nie zmieniło ,nadal rozpoznaję ulice i wiem jak i gdzie dotrzeć ,zresztą Gdynia jest prosta ;0)

No i najważniejsze- nie padało ,kurtki przeciw deszczowe założyliśmy gdy płynęliśmy na Hel bo była duża fala i mieliśmy morską bryzę na twarzach i nie tylko ;0)


Gdy dotarliśmy na miejsce wyszło słońce i wiatr się uspokoił ,zaliczyliśmy plażę i nawet spiekliśmy sobie twarze.Ja profilaktycznie schowałam się na statku ( a właściwie tramwaju wodnym ,kiedyś go nazywali wodolotem ,no przynajmniej moi dziadkowie) za to Florka została z tatą na "tarasie" ,jak dopłynęliśmy do Gdyni wyglądała jak indianiec;0)


Na koniec naszej wycieczki poszliśmy do akwarium gdyńskiego ,bo to był główny cel podróży.

Poczułam się jak w egzotycznych wodach i wcale nie musiałam nurkować.Cuda ,cudne kolory -bajka.








Florentynie podobała się cała wycieczka -wszystko !


W drodze powrotnej padła i spała ...no nie dziwie się w końcu wstała o 7 rano a położyła się koło 23 i tyle wrażeń.

A ja w wolnych chwilach co robiłam? Oczywiście dziergałam ;0)
W wodolocie wzbudziłam zainteresowanie i podziw u starszej Pani ,która zamiast podziwiać widoki patrzyła jak zasuwam na drutach.Stwierdziła ,że też dzierga ,ale tak szybko to w życiu nie widziała by ktoś dziergał ;0)

Na open'era nie pojechaliśmy pies czekał na nas w domu trzeba było wracać ;0)


Dzielny, mały zwierz powitał nas w domu wielką radością i swoimi "śpiewami" -jak miło wracać gdy ktoś na nas czeka i tak radośnie wita ;0))
~~~~~~

sobota, 2 lipca 2011

Bordowy LEN-iwiec.

~~~~

Zachwyt nad lnami nadal trwa .

Powstała kolejna wersja leniwca.

Najpierw wyżebrałam od Hani trochę bordowego lnu, potem jeszcze  wykorzystałam wszystkie odcienie czerwieni jakie dostałam od Pani Ewy, były to resztki na cewkach ,ale jak się okazało ,wystarczające na uplecenie kolejnej tuniki.


Wzór : Nurgake
Druty : 3kp
Włóczka : Len na cewkach ( 4 nitki razem)
Zużycie : 161g
Rozmiar: M




Modyfikacja leniwca polega tym razem na opadającym dekolcie tzw. woda.


Myślę,że to nie koniec z tymi lnami ..mam ich jeszcze trochę i pomysłów w głowie też ;0)

Tylko żebym jeszcze czas znalazła ...no nic straconego jak nie teraz, to w przyszłym roku  coś uwiję.
~~~~

piątek, 1 lipca 2011

LENi cardigan.

~~~~

Powstał już jakiś czas temu i jest noszony.Brakowało mi takiej luźnej ,lekkiej narzutki na te moje opalone ręce z rękawami ;0)

Głupio wyglądałam w sukience z białym paskiem na ręce zamiast rękawów.

Powstał zatem taki prosty z krótkim rękawem sweterek.Na razie noszę go luźno albo spinam broszką ...he ,he guzików sienie dorobiłam raptem sztuk 3 ;0)




Jest zrobiony z tego samego lnu co Elenka , drutami nr 3 KP ,ale dołożyłam dodatkową nitkę w innym odcieniu i próbowałam toto pocieniować ..no nawet udało się , efekt w sumie jest delikatny, ale o to właśnie mi chodziło.

Tu widać , zdjęcia jedno robione z lampą drugie bez:


A tu złożony na plaskacza:

 Nic rewelacyjnego taki po prostu prosty przydaś ;0)

Ale lubię te lniane ,proste ciuszki .

W upały świetnie mi się noszą i o dziwo halki z "Mewy" pod sukienkę całkiem dobrze się sprawowały , a myślałam ,że się w nich ugotuję ,nic z tych rzeczy było całkiem przyjemnie ;0)

~~~~