wtorek, 7 września 2010

Dukanowe co nie co -przepisy

~~~~~~

Tak jak obiecałam podam Wam przepisy ,które osobiście wypróbowałam i mi smakowały.
Znalezione w sieci ,na blogach ,dziewczyny mają cudne pomysły na dietę i na to by ją smacznie przetrwać.

Czasami dorzucam do przepisu swoje trzy grosze ,tzn ,zamiast serka homo daję taki trzykrotnie mielony , a zamiast jogurtu daje serek homo ;0)


Koleżanka uraczyła mnie piękną dorodną cukinią ,chciało mi się placków ziemniaczanych -niestety zakazane ,więc postanowiłam zrobić je z 1/2 cukinii ,to taka namiastka ziemniaczanych , podana z serkiem homo -tak lubię najbardziej.



 Druga połówka cukinii została zamieniona w leczo ,w tej postaci cukinia jest dla mnie najsmaczniejsza.
Śmieję się,że jest to potrawa na winie tzn.: co się nawinie to wrzucam do garnka ;0)



 Rodzina zażyczyła sobie racuchów z jabłkami ,nie napiszę Wam jak mnie skręcało nad patelnią zapach cynamonu i wanili przyprawiał mnie o ślinotok.... postanowiłam też sobie coś upitrasić tak smacznego i słodkiego.

Padło na placki serowe ...mmyy ...niebo w gębie ,tak delikatne i słodkie ,że słodyczy starczyło mi na cały dzień ,dobre na dni gdy @ nie daje nam spokoju.




A tu potrawa zwykła i nie zwykła za razem ,bo wiadomo dukanowa , jak spojrzałam co mi wyszło nie chciałam nawet spróbować .... włożyłam z wielką obawą łyżkę do buzi.... 

może nie wygląda to za specjalnie ,bo kluski mi się "rozlały", ale smakuje jak prawdziwy rosół z lanymi kluskami.... następnym razem zrobię pomidorową !

Uwielbiam lane kluski w zupie ,a najbardziej właśnie w pomidorowej ;0))



 Na koniec deser królewski ,to najlepsze ciasto jakie jadłam na tej diecie i na pewno ten biszkopt będzie stanowił podstawę kolejnych moich wypieków!!!




Zrobiłam 0,5l galaretki i oczywiście było jej za dużo ,pocięłam ją w kawałki i polałam resztą masy serowej ,wyszedł deser dla dwojga.
Prosty ,słodki i smaczny.Gdy ciasto tężało mogłam z czystym sumieniem zaspokoić swoją ochotę na słodkie.

Mam nadzieję ,że się przydadzą i też Wam posmakują potrawy

...to cóż...

życzę smacznego 

i dziewczyny do garów ;0)))

~~~~

poniedziałek, 6 września 2010

Na wieczór panieński.

~~~~

Dzisiaj pokażę tylko drobnostkę.
Dostałam zamówienie na wykonanie kompletu bielizny na wieczór panieński.

Chciałam żeby był ładny i koronkowy więc postanowilam go zrobić z samych elemencików.

Włóczka "Maxi"szydełko1,25mm




~~~~

Ostatnio chodzę ospała ,leniwa,śpiąca ,zmęczona.... myślałam ,że to przemęczenie niedospaniem ,bieganina przed rozpoczęciem roku szkolnego....

no to wylazło szydło z worka 

...byłam u endokrynologa .

Niestety moje wyniki tarczycowe się zmieniły i to bardzo, wpadłam znowu w niedoczynność i to dość sporą, bo jest powyżej 6 a norma jest do 4,2 .

Nie wiem czy to efekt diety czy tego, że czasem(ale na prawdę rzadko mi się to zdarzało) zapominałam wziąć tabletkę -ale tak funkcjonowałam przez ostatnie 3 lata i było dobrze.

Pani doktor też jest na diecie Dukana,stwierdziła ,że dieta jest rewelacyjna i rozsądna , ale dawki leków mi nie zmieniła,za to dała stertę dodatkowych badań ,morfologię ,żelazo itp.,które zrobię dopiero w styczniu , bo tak mam wyznaczona wizytę....poczekam do października i idę do lekarza ogólnego.

Będziemy robić badania krwi ,poproszę o ponowne badanie TSH ,bo aż nie mogę uwierzyć ,że o tyle mi podskoczyło.

Niedoczynność równa się zła przemiana materii i tycie ,rany znowu waga mi się zatrzyma ,w najlepszym wypadku, bo na razie od 3 dni mam +300g

~~~~~~

Mam problemy z myśleniem i koncentracją ,normalnie się czuję jak flaki z olejem -niech mnie ktoś kopnie w zad na rozruszanie ! 

Jak ja nienawidzę tej tarczycy!!!

Miałam napisać o kreacji ślubnej ,bo o nią pytacie -nie ma zdjęć ,bo nie powstała ze wzgledu na podcięte nogi,po prostu odpuściłam ,do ostatniej chwili nie byłam pewna czy w ogóle pojadę.

Ślady mam nadal - wielkie czerwone pręgi i ja nie wiem czy to zejdzie.

A sukienkę i tak sobie zrobię  , bo mi się podoba ...może na święta czy tam sylwestra ,zobaczymy.

A na weselu byłam jedyną kobietą w spodniach ;0)

oryginalnie nie ?!

~~~~

Idę myć lodówkę

MAM WRESZCIE SWOJĄ CAŁE 2 M  !!!

dojechała, po przebojach ze sklepem internetowym.

~~~~

piątek, 3 września 2010

Pierwszoklasistka.

~~~~
Kiedy to zleciało?

Pamiętam jak chodziłam nie tak dawno w ciąży ,

pamiętam ten najpiękniejszy dzień w życiu kiedy moje dziecko przyszło na świat ,

pamietam jak woziłam w wózku -no nie za długo bo zawsze Flora była duża więc szybko musiała nauczyć się chodzić na nóżkach

...nie tak dawno przeżywałam dzień pierwszy w przedszkolu,bardziej niż moje zadowolone dziecię.


Teraz mam zadowoloną pierwszoklasistkę , która z wielką ochotą wstaje rano , potem pędzi do szkoły i najlepiej chciałaby chodzić już sama.

Mamie zakręciła się łezka w oku  ,nawet nie wiem kiedy to moje dziecię wyrosło na takie "dorosłe" dziewczę?


Życzę Ci by tego zapału,zadowolenia i miłości do szkoły starczyło na kolejnych naście lat.

Kocham cię córciu najbardziej na świecie ...wiem ,że o tym wiesz ;0)

~~~~

czwartek, 2 września 2010

W nowym rozmiarze.

 ~~~~~~

Dieta niestety niesie i minusy za sobą jest nią totalny brak garderoby ...co nie wyciągnę z szafy to wisi albo spada ..teraz dopiero widzę o ile więcej mnie było.

W letnich ciuchach mi to nie przeszkadzało ,dostałam od Betti seledynowe spodnie z froty , jak przyszły były za małe, a później oblatałam w nich całe lato ...uwielbiam je!!!

Do tego jakiś top ,było gorąco więc za bardzo ciuchy nie były potrzebne he ,he.

Teraz kiedy się ochłodziło wyszło szydło z worka.

W szafie wisi nowy płaszcz zimowy -metek nie zdjęłam ,bo nie było okazji go założyć ...i nie będzie, bo rozmiar za duży ,a ma taki piękny śliwkowo-szary kolor...

Kurtka Campusa ...moja ulubiona ,kupiona w tamtym roku ,świetnie sie sprawdzala w srogą zime ,bo była lekka i ciepła ,mało nie kosztowała ale warto było ...cóż teraz w niej pływam i strasznie mi jej żal ;0(

Sweterki ...były dobre..teraz coś zjeżdżaja z ramiom ,gdzieś ich za dużo ...słowem prucie mnie czeka i dzierganie od nowa.

Spodni mam sztuk dwie i z coraz większym przerażeniem obserwuję jak wiszą na tyłku , a w szafie na półce pt.:"Spodnie" zionie czarna dziura, następnych brak.

W sumie to już sama nie wiem jaki rozmiar noszę ,bo okazuje się ,że spodnie 42 - jeansy z elastanem - też ściągam bez rozpinania.

Muszę się wybrać do "Taniego Armaniego" na poprawienie humoru( no powiedzmy ,bo szperania też nie lubię),może ślepej kurze trafi się ziarno.

Dukanowo do osiągnięcia  celu pozostało mi 600g , poza tym mam parę pysznych wypróbowanych przepisów ,zdjęcia zrobiłam i obiecuję ,że podzielę się wyszperanymi przepisami.

~~~~~~

Dzisiaj prezentacja moich prac na ludziu w nowym rozmiarze ,garderoba dziergana latem i to profilaktycznie numer za ciasna ,więc teraz sprawdza się idealnie.

Na początek moje ulubione bolerko "Ruby" ,powstało bo trzeba mi było czegoś na ramiona .
Wynoszone i ulubione.
Zrobione jest od góry druty nr3 Addi ,a włóczka to jakaś holenderska , miękka bawełna o taka:


Samo bolerko jest proste ,ale pokusiłam się o kliny na biuście, tak żebym mogła upchnąć moje co nie co i to był strzał w dyszkę jest wygodne w noszeniu i wygląda tak:


Drugi mój ulubiony sweterek to ten z szmaragdowy z "Sonaty":


Za to seledynowa "Meduza" była moim nieodłącznym towarzyszem na Mazurach ...

....szczegół ,na jednej z wycieczek ,gdzieś na Wilczym Szańcu zauważyłam ,że ma inny odcień końcówek rękawów ,inne oswietlenie i dopiero mi się rzuciło to w gały .

Widocznie ostatni motek miał inny odcień ...a ja do tej pory tego nie zauważyłam.


Na koniec mój płaszcz ...pora na niego odpowiednia ,ale jakoś nie jest moim ulubieńcem ,może jak zacznę go nosić i będzie przydatny to zmienię zdanie.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Podróżowanie na dukanie.

~~~~
Jestem ,wróciłam ,odpoczęłam ..... Trudny to był czas dla mnie jako dukanki ,najpierw było wesele,potem wyjazd.

Na weselu wypiłam nawet kieliszek szampana i wina z wodą mineralną , a potem unikałam wszelkich ziemniaczków ,fryteczek ,kotlecików,ciast i tortów ...oj trudno było.

Na moje szczęście  wesele było w Brodnicy , a więc w regionie zasobnym w ryby, oddałam się więc sandaczom ,pstrągom i węgorzom wędzonym ,były ryby po grecku i w galarecie więc przeżyłam.

Waga pokazała tylko 400g więcej następnego dnia , pomyślałam nic to w parę dni się z tym uporam.

Moja panna wręczała kwiaty ,baardzo podobał jej się Pan Młody i welon Panny Młodej.

Oczywiście też chciała swój , trzeba było coś na to poradzić i na okoliczność imprezy serwetka stała się welonem -co widać na załączonym obrazku.


Bawiliśmy się ... no nie do białego rana ... ale do 1 w nocy tyle Flora wytrzymała.

Po weselu przyszedł czas na wyjazd ,postanowiliśmy wyruszyć na Mazury ,odpocząć w końcu wspólnie.

Oczywiście dla mnie znowu problem co ja tam będę jeść? 

To już nie jeden dzień , czy noc tylko cały tydzień.

Przewertowałam blogi z przepisami i chociaż częściowo postanowiłam się przygotować do wyjazdu.Szukałam czegoś co mogę ze sobą zabrać.

Najpierw upiekłam muffinki śniadaniowe (te jasne z sezamem) i  muffinki słodkie na coli light (te kakaowe),żeby nie było pokus a wiedziałam ,że będzie trudno bo i @ się ze mną pakowała ;0)


Muffinek śniadaniowych wyszło mi 12 sztuk ,były pyszne i starczyły mi na 4 dni.Słodkich wyszło 9 sztuk ,starczyły na 2 dni bo oczywiście Flora też się do nich podłączyła ;0)

Zrobiłam sobie również mielonkę słoikową


Do lodówki zapakowałam też chudą wędlinę i paróweczki z "Sokołowa" , chude , zrobione z 98% szynki ,można takie dostać paczkowane,jogurty i kefiry light -te słodkie ,oraz otręby.
Resztę  potrzebnych produktów postanowiłam kupić na miejscu.
Zabrałam również moją osobistą ,małą patelachę teflonową i tak uzbrojona ruszyłam na wakacje.

Jak było? Cuudownie ,cisza ,spokój ,jezioro i komary he ,he.

Pogoda była różna i trochę deszczu i wiało ,i słońce i burze... jak to w naszym klimacie.

Ja uważam ,że na wakacjach zawsze jest pogoda -obojętnie jaka by nie była.Jak nie dało się siedzieć nad jeziorem ,bo padało - zwiedzaliśmy np.Wilczy Szaniec,pałac w Sztynorcie,nie dokończone śluzy.


Zaskoczyła mnie wielkość tych budowli i bunkrów ,innowacyjna technika jak na tamte czasy i to ,że przecież nikt tam nie przyjechał z gruchą betonu i nie wylał tego.

Zbieraliśmy jeżyny w lesie ,wędrowaliśmy po okolicy ,
a w Puszczy Boreckiej właśnie był wysyp grzybów i takie oto okazałe borowiki rosły.
Była też podróż Białą Flotą po jeziorach,czas na dzierganie też był.
Słowem odpoczęliśmy.



Zdjęcia niestety tylko cykane komórką ,bo małż tak się pakował ,że aparat zostawił w domu ,z akumulatorkami ,wypasioną, pojemną kartą na zdjęcia ,ładowarką itp... 
 
~~~~
Z obiadami było różnie ,najczęściej przypadkowo gdzieś w knajpach i tu dla mnie tragedia ,nasze masowe żywienie nie jest dla nas Dukanek niestety przyjazne.Najczęściej piłam kefir na zabicie głodu,a potem gdy wracaliśmy po prostu jadłam swoje rzeczy ,albo w ostateczności dobrą na wszystko jajecznicę .

Znalezienie sałatki choćby w pizzerni czy innych przybytkach , graniczyło z cudem ,pomijam już te wszystkie sosy i dodatki.

W menu były ryby napis głosił ,że z patelni ,grilla i pieca ...niestety rzeczywistość pokazywała ,że tylko z patelni z głębokiego tłuszczu.

Skusiłam się na barszczyk z pierożkami , sznycel drobiowy z surówkami ,jakieś tam warzywa gotowane bez dodatków ,gdzie i tak większość stanowiły ziemniaki , kartacze...no szału nie było.

Tak więc to niedozwolone żarcie się zdarzyło pomyślałam -trudno będę dukać dłużej.

Po powrocie bałam się wleźć na wagę. Zamknęłam oczy i poczekałam  , aż waga wszystko odczyta  , a potem nieśmiało spojrzałam w dół .... kurde z niedowierzaniem weszłam znowu na wagę...okazało się ,że mam 1,4 kg MNIEJ niż przed wyjazdem i takim sposobem do celu zostało mi zgubienie tylko 1kg !

KOCHAM TE WAKACJE !!!


No i podsumowanie miesiąca:

zgubiłam w tym miesiącu 3 kg

w sumie jest mnie mniej o : 16kg
14cm w biodrach
15cm w pasie
10cm w udzie
6cm w łydce
11cm w biuście.
~~~~

A teraz wskoczyłam w wir przygotowań przed rozpoczęciem Roku Szkolnego ...wypadałoby dziecko zaopatrzyć w podręczniki ,zeszyty  i inne akcesoria niezbędne do zdobywania wiedzy oraz w coś w czym to wszystko można by nosić.

Przecież to już koniec wakacji i nowe obowiązki nas czekają.

~~~~

wtorek, 17 sierpnia 2010

Porządki.

~~~~

Te porządki to chyba w życiu się nie skończą ,zawsze biegam ze szmatą ,w jednym końcu sprzątnę w drugim brudno ,bo trzeba było brodzik rozkuć ,przeczyścić rury ,potem nowy brud, bo trzeba było zabudować na nowo i to oczywiście nie od razu tylko po paru dniach ,ale powiedzmy ,że jest posprzątane.
Pokażę Wam metamorfozę mojej łazienki -klitki właściwie bo 1,5m x2m

Tak wyglądała po zdjęciu paneli ze ścian -istny koszmar


A tak wygląda teraz:

W pokoju Flory wiszą już półki , szafki ,karnisz - dziecko jest przeszczęśliwe .
Powoli też zaczynają się nam szafki wypełniać rzeczami przynoszonymi ze strychu...rany ile tych klamotów jest szok!

Ściana z białymi meblami wygląda tak:


Na drugiej ścianie znalazly sie meble brązowe i według mnie wszystko pasuje i jest o.k.
Jak się wchodzi widać wszystko brązowe, bo jest akurat na wprost drzwi.



I na koniec taki mały przychówek rodzinny.

Nasz Toffik został ojcem ;0)
Mama jest rudym kundelkiem ,ale trzeba było ją pokryć przed sterylizacją i taki cudem nasz Toffik doczekał się dwóch synów .he ,he.

W miocie były 4 szczeniaki ,wszyscy to chłopcy ,dwa pozostałe są typowo rude i sierść mają mamy , te są takie typowe toffisiowe juniory,z długą sierścią i bródką,nawet ogonki mają zakręcone.

Wszystkie szczeniaki maja już nowy dom.



~~~~

poniedziałek, 9 sierpnia 2010

Szmaragdowy.

~~~~

Wróciłam do domu i sprzątam cały ten bałagan ,czas ucieka przez palce , ani się obejrzę a Florę będę prowadzić do szkoły i tyle będzie tych wakacji.

Zostało jeszcze trochę remontowych drobiazgów ,podłączenie światła ,  listwy ,karnisze ,półki do powieszenia,zabudowanie na nowo brodziku ,bo niestety trzeba było rozkuć by udrożnić rurę w ścianie,zaklejenie paru dziur ,podmalowanie ,a potem zniesienie wszystkich klamotów ze strychu i układanie.

Końca prac nie widać ,ale sobie dziergam ,jak nie padam na pyszczydło.

~~~~

Mój szmaragdowy sweterek został skończony ,nawet dobrałam idealnie, kolorystycznie guziki.
Zastanawiam się tylko nad zakończeniem ściągacza, bo nie satysfakcjonuje mnie kiedy sweter jest rozpięty,trochę się faluje ,może jak go wypiorę to się ułoży ,w każdym razie denerwuje mnie to.

Włóczka "Sonata" jakieś 350g ,druty 3 i 2,5 Addi ,a prezentuje się tak:


Wzór zaczerpnęłam od Effci ,z małymi modyfikacjami ,niestety musiałam dziergać większy rozmiar.

~~~~

Sprawę weselnej sukienki odłożyłam ,mój Małż stwierdził ,że chyba nie pojedziemy.
Postanowił,ze może pojedziemy gdzieś na kilka dni co mnie bardzo ucieszyło mam problem diety i kreacji z głowy.

W piątek oznajmił mi ,że jednak pojedziemy na to wesele ...wrr teraz to niech się w nos ugryzie sukienki na pewno nie zrobię ... no chyba ,że on będzie sprzątał i gotował a ja będę dziergać, to moooże zdążę do soboty.

No ale po wczorajszym zdarzeniu sprawa zupełnie się rypła teściowa załatwiła mnie na cacy.

Tak trzymała psa na smyczy linkowej , że jak się jej wyrwał to poharatał mi linką obie nogi ,w nosie mam taką pomoc.

Pomijam obraz estetyczny moich nóg i czerwone pręgi jakbym sobie sznyty robiła ,to jeszcze cierpię .

To cholerstwo straszliwie boli dotknąć się nie idzie ,kurcze nie życzę nikomu takiego cięcia gorącym sznurem,nie dość ,że naskórek się przeciął to jeszcze przypalił ..ałłł

Smaruję ranę srebrem koloidalnym ,piecze jak złe ale może się wygoi



Tak czy siak czekają mnie znowu spodnie.