niedziela, 18 września 2022

Dzierga się.

 ~~~~~

No a właściwie próbuje się dziergać, bo trzymam przysłowiowych kilka srok za ogon.

Martwiłam się, że dziewiarsko zostanę bezrobotna dlatego, że moja szafa pęka od moich udziergów i nie mam nowych potrzeb. Znalazłam jednak kilka osób z potrzebami 😜 i tak oto rozgrzebałam kilka projektów i żadnego nie skończyłam, a przy nawale obecnych zadań chyba szybko nie skończę, więc bezrobocie raczej mi nie grozi 🤣

Zawsze jak wyjeżdżam biorę sobie robótkę, jeżeli jest to kawał swetra jedzie w bagażniku ja za to zaczynam nowy 🤩 bo początki zawsze są małe.

To włóczka z recyklingu”Rejeans”, której byłam ciekawa i przeleżała rok w zapasach.

 

Ciekawa, choć trochę pyli, jest sznurkowata, trochę rustykalna, robótka nie jest idealnie równa, ale ten efekt podoba mi się taki nierówny, letni, zadziorny, a pylenie ustanie pewnie po praniu 😉

Nad wodą umilałam sobie czas dzierganiem (a teraz jesień w okno puka) innego sweterka. Kolejne resztki „Jeansa” i zaprzęgnięty jeden bardzo kolorowy, bawełniany motek. Jest on nieco cieńszy, bardziej śliski i błyszczący, jak to bawełna. Nie przeszkadza to w niczym aby połączyć to w całość. Jest ciekawiej zmienia się faktura i grubość dzianiny. Nie zawsze trzeba łączyć włóczki tego samego gatunku i tej samej grubości. Sweter jest już gotowy, pokażę wkrótce, bo mam wiele zaległości. 


Jest cukierkowo, pastelowo, ażurowo, wakacyjnie. Sweter znowu dostała moja mama, bo poprzedni bardzo lubi i jest niekłopotliwy w praniu 😁

Za mną chodzą ogniste połączenia i przy okazji zakupu sukienki wyciągnęłam moje zgromadzone resztki bawełny, bambusa, wiskozy i cieniowane włoczki tasiemkowej, która miała być bazą od niej zaczęłam ten sweter żałując, że niestety mam tylko dwa moteczki i na całość nie starczy. Nawet nie wiem co to jest 🤷‍♀️


Dalej zaczęłam kombinować i jak zwykle paskować. A teraz tak patrzę i myślę:
🤔
Czy mi się podoba?  
Czy to był dobry pomysł? 
Czy wystarczy mi włóczki? ( śmiem wątpić)
Może mogłam zrobić jednak jakiś top choć grube to?
Czy to nie za pstrokate?
Może nie powinnam robić tych pasków tylko polecieć gradientem jak kiedyś przy lnach?

Za dużo pytań więc leży,  bo rozważam prucie.

I żeby było jasne to nie wszystkie rozpoczęte robótki 😜
Jest coś jeszcze na szydełku ….dwie drutowe…nie trzy… a może cztery?
No nic dziwnego, że nie ogarniam.🙈

Czasami zdarza mi się z przyjaciółka gdzieś wyjechać, polujemy na tanie bilety i pokażę Wam w jakim inspirującym dziewiarsko miejscu byłam 😜


Zobaczcie jaka fajna ścianka do selfików 😁

Gdzie to? W Muzeum Lniarstwa w Żyrardowie
Super miejsce, przeniosłam się w czasie i fajnie z moją przyjaciółką spędziłyśmy czas. Musimy tam wrócić, bo to ciekawe miejsce kiedyś największa w Europie fabryka,



 wielkie stoły do sitodruku i żakardy znane chociażby z PKP 😜



i miasto z czerwonej cegły




 naprawdę polecam.

A następnym razem napisze trochę o Drutozlocie, zbieram się, bo mnie skutecznie wyhamował w blogosferze.







3 komentarze:

  1. Hahaha, ja też mam milion robótek w trakcie. I żadnej nie mogę skończyć:) Bardzo mi się ta ognistość podoba, bardzo. Jest taka energetyczna, a ja od czasu mojego pobytu w Azji, uwielbiam moc kolorów. Nigdy nie byłam w Żyrardowie, a widać, że jest co zwiedzać. Danonk

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak miło zobaczyć tyle robótek w trakcie! Ten kolorowy sweter to prawdziwa petarda! Nie pruj!

    OdpowiedzUsuń
  3. Robótki wyglądają bardzo ciekawie. Z niecierpliwością czekam na relacje i zdjęcia z drutozlotu. Pozdrawiam serdecznie. Ewa

    OdpowiedzUsuń